Konstruowanie zespołu z myślą o I lidze
Trener Krzysztof Łętocha w porównaniu do poprzednich szkoleniowców pracujących w Brzesku otrzymał od włodarzy klubu spory kredyt zaufania. Miał więc czas na spokojne budowanie zespołu. To za jego czasów przy Okocimskiej pojawiło się kilku bardzo ciekawych zawodników, którzy kilka lat później zaistnieli w ekstraklasie, a nawet dostąpili zaszczytu gry w Lidze Mistrzów jak Jakub Czerwiński (przyszedł z Akademii Remesu Opalenica). Część z nich jak choćby Wojciech Wojcieszyński przez kilka następnych sezonów stanowili o sile brzeskiej jedenastki.
W drugim roku występów na szczeblu drugoligowym „Piwosze” bili się już o znacznie wyższe cele. Mimo nienajlepszego startu (wysokie przegrane z beniaminkiem z Niecieczy 0:3 i Pelikanem Łowicz 0:4) przyszła seria ośmiu meczów bez porażki. Odskocznią od ligowej rzeczywistości były rozgrywki Pucharu Polski. Okocimski zdążył już przyzwyczaić swoich kibiców, że regularnie do Brzeska przyjeżdżają ciekawe ekstraklasowe zespoły. Po pokonaniu w rundzie wstępnej Pelikana Łowicz i Resovii los przydzielił biało-zielonym Arkę Gdynia. Mimo ambitnej postawy gospodarzy w końcowym rozrachunku lepsi okazali się gdynianie zwyciężając 2:1.

Solidna postawa w dalszym etapie ligowych zmagań pozwoliła z optymizmem spoglądać w przyszłości. Okocimski przezimował na przyzwoitym siódmym miejscu w tabeli. W Brzesku można było powoli zapomnieć o rozpaczliwej walce o utrzymanie, a wręcz przeciwnie coraz realnie spoglądać na wyższe lokaty. Konsekwencja w grze, a przede wszystkim regularne punktowanie sprawiło, że na finiszu rozgrywek brzeszczanie tracili punkt do drugiego miejsca w tabeli premiującego awansem na zaplecze ekstraklasy. O wszystkim miał rozstrzygnąć mecz w Elblągu z tamtejszą Olimpią, która z kolei walczyła o utrzymanie w lidze. Gracze Okocimskiego nie wytrzymali jednak ciążącej na nich presji i wyraźnie ulegli beniaminkowi 1:3. Marzenia o I lidze należało odłożyć przynajmniej na kolejny rok.

W sezonie 2010/11 „Piwosze” również zaliczali się do ścisłej czołówki rozgrywek 2 ligi. Udało utrzymać się trzon drużyny oraz pozyskano kilku młodych, ciekawych zawodników z regionu, którzy mieli już za sobą okazję do gry na szczeblu centralnym lub zbierali piłkarskie szlify w klubach krakowskich. Terminarz nie był dla Okocimskiego łaskawy. Szybkie odpadnięcie z Pucharu Polski, remis u siebie ze Stalą Rzeszów oraz dalekie wypady do Iławy, Suwałk i Pruszkowa zakończone zdobyciem tylko 1 punktu nie napawały kibiców optymizmem. Na pierwsze zwycięstwo przyszło im czekać aż do piątej kolejki, kiedy to brzeszczanie pokonali przed własną publicznością spadkowicza z I ligi Wisłę Płock 2:1. Na półmetku nastroje były umiarkowane – 7 lokata ze stratą 7 „oczek” do liderującego Znicza pokazywała, że w brzeskim zespole drzemią spore rezerwy. Pokazała to runda rewanżowa, w której Okocimski zdecydowanie punktował najlepiej ze wszystkich zespołów drugoligowych. Na kolejkę przed końcem zawodnicy trenera Łętochy zajmowali drugą lokatę w tabeli premiującą ich awansem na zaplecze Ekstraklasy. Aby ten cel zrealizować musieli przywieźć z Wysokiego Mazowieckiego przynajmniej 1 punkt. Scenariusz brzeszczanie realizowali jednak tylko przez pierwsze 30 minut, bo później było już tylko gorzej. Ostatecznie porażka 1:2 pozbawiła ich awansu do I ligi, a ówczesny prezes klubu Józef Gawenda w wywiadzie prasowym nazwał zespół mistrzami partolenia sugerując jednocześnie, że zespół nie wytrzymał ciążącej na nim presji.

Mimo niepowodzenia w walce o awans kierownictwo Okocimskiego w dalszym ciągu darzyło trenera Łętochę sporym kredytem zaufania. Przed sezonem 2011/12 w klubie doszło do pewnych zmian. Po czterech latach rządów prezesa Gawendę zastąpił Czesław Kwaśniak. Z zespołu odszedł również Jakub Czerwiński, który przeniósł się do pierwszoligowej Termaliki Bruk-Bet Nieciecza. Jak się później okazało bardzo szybko dostąpił on zaszczytu gry na boiskach Ekstraklasy, trzykrotnie zdobył tytuł mistrza Polski (z Legią Warszawa i Piastem Gliwice), a ze stołecznym klubem wystąpił nawet w Lidze Mistrzów. Jako ciekawostkę można dodać, że jako zawodnik Okocimskiego wspólnie z Jarosławem Krzakiem otrzymywał regularne powołania do narodowych reprezentacji młodzieżowych.
Dominacja „Piwoszy” w rozgrywkach ligowych była niepodważalna. Już po rundzie jesiennej brzeszczanie prowadzili w tabeli z przewagą 8 punktów nad drugim Stomilem Olsztyn. Na podsumowanie niech świadczy fakt, że w bezpośrednim starciu dwóch najlepszych zespołów Okocimski na własnym stadionie rozgromił olsztynian aż 5:0. Wspaniała dyspozycja zawodników z Brzeska utrzymywała się również na wiosnę. Praktycznie przez cały sezon zachowywali oni status niepokonanej drużyny, aż do statniej kolejki, kiedy to ulegli na wyjeździe Zniczowi Pruszków. Jedna jedyna porażka nie była jednak w stanie zamazać obrazu całego sezonu, który to Okocimski zakończył na pierwszym miejscu wywalczając upragniony awans do I ligi.
W sezonie 2011/12 „biało-zieloni” dzielnie spisywali się również w rozgrywkach Pucharu Polski, gdzie doszli aż do 1/16 finału ulegając na własnym terenie późniejszemu mistrzowi Polski Śląskowi Wrocław 1:3. Warto dodać, że mecz był transmitowany na żywo przez TVP Sport.
Po blisko 15 latach ponownie na zapleczu Ekstraklasy
Czasu na świętowanie nie było zbyt wiele. Świeżo upieczony pierwszoligowiec rozpoczął sezon 2012/13 od zmagań w Pucharze Polski. Po pokonaniu trzech zespołów w fazie wstępnej „Piwoszy” w nagrodę czekało starcie z warszawską Legią. Stołeczny zespół na stadionie w Brzesku mogła obejrzeć tylko skromna grupa tysiąca widzów ze względu na brak decyzji o organizacji imprezy masowej spowodowanej nagłą zmianą terminu spotkania. Wielu sympatyków piłki nożnej musiało obejść się więc smakiem. Sam mecz był raczej jednostronnym widowiskiem, a Legia odprawiła z kwitkiem Okocimskiego zwyciężając 4:0.
Aby na prędce dostosować archaiczny obiekt do wymogów licencyjnych, między innymi przez podniesienie jego pojemności do 1300 miejsc siedzących, co jak się później okazało w dużym stopniu obciążyło klubowy budżet. Istniało nawet spore ryzyko, że Okocimski swoje spotkania będzie musiał rozgrywać poza miastem. Komisja licencyjna doceniła wysiłki działaczy i ostatecznie zezwoliła klubowi na organizację meczów w Brzesku. Co ciekawe przełożony mecz 1. kolejki z Cracovią (pierwotnie miał się odbyć 5 sierpnia, czyli w terminie pucharowego spotkania z Legią) rozegrano w Krakowie na Suchych Stawach.
Każdy zdawał sobie sprawę, że tak naprawdę rozgrywki pierwszoligowe zweryfikują umiejętności brzeskich zawodników. Skład nie został wzmocniony w żaden znaczący sposób. Postawiono raczej na sprawdzony kolektyw, który zdążył zgrać się ze sobą na drugoligowych boiskach. Początek w wykonaniu beniaminka był dosyć obiecujący. Trzy punkty zdobyte na inaugurację ligi w Łęcznej i remis u siebie z Kolejarzem Stróże pozwalały patrzeć z optymizmem w przyszłość. Niestety rzeczywistość okazała się brutalna – 10 kolejnych meczów bez zwycięstwa zepchnęło Okocimskiego do roli walczącego o utrzymanie. Nawet niespodziewane zwycięstwo w Katowicach z GKS-em nie odmieniło sytuacji „Piwoszy”, którzy jesienią zanotowali jeszcze 2 porażki i 2 remisy ostatecznie kończąc rok na przedostatnim miejscu w tabeli, ale mając tyle samo punktów (13) co Łódzki KS i Stomil.
Końcem lutego po ogłoszeniu wyroku skazującego za złamanie ustawy o organizacji imprez masowych (mecz Pucharu Polski ze Śląskiem Wrocław) z funkcji prezesa klubu i członka zarządu zrezygnował Czesław Kwaśniak. Jego funkcję przejął Roman Pawełek.
Po trzech kolejkach rundy rewanżowej, w których Okocimski zanotował remis i dwie porażki (w tym 0:4 z Termaliką) z posadą trenera pożegnał się Krzysztof Łętocha. Jego stanowisko przejął znany z pracy w Brzesku Czesław Palik. Nowy trener prochu nie wymyślił, a zespół cały czas balansował na krawędzi walcząc w każdym meczu o życie. Punktem kulminacyjnym okazał się pojedynek ostatniej kolejki z bezpośrednim kandydatem w walce o utrzymanie Wartą Poznań. Brzeszczanie rozegrali bodajże najlepszy mecz sezonu i dzięki dwóm bramkom Pawła Smółki przypieczętowali spadek Warty do II ligi. Dwa tygodnie później z Warszawy przyszła radosna wiadomość dla zawodników i wszystkich sympatyków klubu. Komisja ds. Licencji Klubowych nie przyznała licencji Polonii Warszawa, co oznacza, że miejsce w I lidze zachował Okocimski Brzesko.
Smutne pożegnanie z I ligą
Drugi sezon Okocimskiego na zapleczu Ekstraklasy jak się później okazało był ostatnim, choć cel jaki postawiono przed nowym trenerem Piotrem Stachem był jasny – utrzymanie. Sportowo i organizacyjnie klub odstawał od innych zespołów pierwszoligowych. Słabego kadrowo zespołu, któremu wyraźnie brakowało jakości nie zasilono w praktyce żadnym zawodnikiem. Przeprowadzone transfery zawodników spoza regionu w dużej mierze obciążały budżet klubu popychając go z każdym miesiącem w finansową przepaść, nie dając żadnej jakości sportowej. O wynikach drużyny nie warto przesadnie się rozpisywać. Przez cały sezon zespół pozostawał outsiderem. O ile jesienią „Piwosze” byli w stanie zgromadzić 17 punktów, tak na wiosnę „uciułali” zaledwie 6 i z hukiem spadł do II ligi. Warto dodać, że w ostatnich 9 meczach zespół prowadził duet trenerski: Robert Orłowski – Krzysztof Przytuła, którzy zastąpili Piotra Stacha.
Staczanie się po równi pochyłej
Po degradacji rolę trenera pierwszego zespołu powierzono Dariuszowi Sieklińskiemu. Postawiono mu niełatwe zadanie posklejania drużyny po niedawnej katastrofie. Z zespołu odeszła spora część zawodników, a w ich miejsce zakontraktowano głównie graczy z regionu z doświadczeniem na szczeblu drugo i trzecioligowym. Tak do Brzeska trafili z Limanovii: Arkadiusz Garzeł, Paweł Pyciak czy Wojciech Dziadzio, a z regionu bocheńsko-krakowskiego klub pozyskał innych ciekawych zawodników takich jak młodzi Robert Błąkała, Mateusz Kasprzyk, czy bardziej doświadczeni Arkadiusz Lewiński, Michał Guja, Patryk Bryła, Kamil Białkowski. Całość uzupełniono dwójką nikomu nieznanych Ukraińców: Tarasem Jaworskim i Jurijem Hłuszko.

O wynikach osiąganych w rundzie jesiennej można mówić w kategoriach niedosytu. Na półmetku „Piwosze” plasowali się na 14 miejscu, tuż nad strefą spadkową. Duży wpływ na to miała ogromna ilość meczów kończonych remisami. Aż 9 spotkań kończyło się podziałem punktów, co przy ledwie 3 wygranych i aż 7 porażkach plasowało ekipę Sieklińskiego w dolnych rejonach tabeli. Bardzo słabo wyglądała siła rażenia Okocimskiego z 13 zdobytymi bramkami, zaledwie 1 więcej niż ligowy outsider z Limanowej. Z kolei w Pucharze Polski brzeszczanie dotarli do 1/16 finału tych rozgrywek. Po wyeliminowaniu Stomilu Olsztyn los przydzielił im ekstraklasową Cracovię. Mimo dzielnej postawy gracze z Brzeska ulegli „Pasom” 1:2 tracąc drugą bramkę w ostatnich sekundach meczu.
Nie inaczej było wiosną, choć nadzieje jako pokładano w zespole po przyjściu nowego szkoleniowca Tomasza Kulawika były znacznie większe. Zaczęło się bardzo obiecująco od wygranej przed własną publicznością z faworytem rozgrywek Zagłębiem Sosnowiec 1:0. Później było już jednak tylko gorzej. Kolejna seria remisów i dotkliwa porażka w Mielcu aż 1:5 sprawiły, że „biało-zieloni” nadal nerwowo spoglądali na sąsiadów z dołu tabeli. Na szczęście stosunkowo dobra postawa na samym finiszu (4 wygrane i remis) w ostatnich 7 kolejkach spowodowały, że na ostatni mecz do Wałbrzycha podopieczni trenera Kulawika mogli jechać już pewni ligowego utrzymania.

Sytuacja w samym Okocimskim nie napawała optymizmem. Znajdujący się na łasce sponsora generalnego firmy Can-Pack klub borykał się z ogromnymi problemami finansowo-organizacyjnymi. Skala kosztów związanych z występami w II lidze niewiele różniła się od sytuacji gdy „Piwosze” grali na zapleczu Ekstraklasy, a wpływy do klubowej kasy, jak i sama medialność rozgrywek drugoligowych stała na dużo niższym poziomie. Latem 2015 roku działacze po raz kolejny stanęli przed trudnym zadaniem sklecenia zespołu, który z powodzeniem byłby w stanie rywalizować w II lidze. Mimo wszystko obyło się bez kadrowego trzęsienia ziemi i drużyna pełna nadziei przystąpiła do zmagań w sezonie 2015/16.

Już na wstępie „Piwosze” odpadli z Pucharu Polski przegrywając po rzutach karnych z Górnikiem Wałbrzych. Z kolei w lidze wiodło się im w kratkę. Dobre mecze przeplatali słabszymi tracąc punkty dużo niżej notowanymi drużynami. Lepsza forma pojawiła się na finiszu rundy jesiennej. Okocimski zwyciężył wtedy m.in. w Zambrowie oraz u siebie z Puszczą, Stalą Stalowa Wola i niespodziewanie w ostatnim meczu u siebie z Rakowem Częstochowa. Nawet dotkliwa porażka w Stargardzie Szczecińskim aż 0:5 na sam koniec jesiennych zmagań nie wpłynęła znacząco na obraz drużyny i jej sytuację w tabeli na półmetku zmagań. 10 lokata w tabeli ze stosunkowo bezpieczną przewagą nad strefą spadkową oraz widokiem na wyższe lokaty mimo wszystko napawała optymizmem.
Okocimski na skraju przepaści
Wszystko diametralnie zmieniło się końcem roku. Żyjący z dnia na dzień klub w grudniu otrzymał informację, że sponsor generalny firma CANPACK nie ma zamiaru przedłużać wygasającej z końcem roku umowy. W związku z tym Okocimski pozostał bez środków do życia, z całą masą ciągnących się długów z lat poprzednich i zobowiązaniami kontraktowymi wobec aktualnych zawodników i trenerów.
Końcem lutego 2016 roku oficjalnie poinformowano o wycofaniu zespołu seniorów z rozgrywek II ligi. W rundzie wiosennej klub reprezentować miała drużyna rezerw, która występowała w tarnowskiej „okręgówce”. Wszyscy zawodnicy dostali wolną rękę w poszukiwaniu nowych klubów, a wybrany w międzyczasie nowy zarząd klubu podjął się karkołomnego zadania, aby ocalić klub z ponad 80-letnią tradycją.
Nadzieje na uratowanie klubu
Opracowano plan restrukturyzacji klubu, spłaty zadłużenia, a także podtrzymania szkolenia młodzieży. Nawiązano również kontakt z niedawnym sponsorem generalnym prosząc go o wznowienie umowy sponsoringowej na nowych zasadach. Wreszcie po kilku miesiącach działalności w nowej rzeczywistości w Okocimskim zaczynano widzieć światełko w tunelu. Zarząd firmy CANPACK przychylnie spojrzał na propozycję klubu i niebawem na nowo zaczął wspierać brzeskich futbolistów kładąc nacisk przede wszystkim na szkolenie młodzieży, czego efektem było długo wyczekiwane uruchomienie Akademii CANPACK Okocimski, którego oficjalnie dokonano końcem grudnia 2017 roku.
W międzyczasie starano odbudowywać się piłkę seniorską w Okocimskim. Pod szyldem rezerw wiosną 2016 roku de facto dorosła drużyna „Piwoszy” rywalizowała na boiskach klasy okręgowej. Pomocną dłoń do klubu wyciągnął wówczas znany przed laty zawodnik Leszek Kraczkiewicz, który poprowadził zespół „Piwoszy”. W obliczu trudności finansowo-organizacyjnych jakie miały miejsce w pierwszej połowie 2016 roku sam start w rozgrywkach można było uznać za spory sukces, a wyniki sportowe zeszły na dalszy plan.

Przed sezonem 2016/17 działacze Okocimskiego nie skorzystali z możliwości zgłoszenia drużyny seniorów do rozgrywek IV ligi małopolskiej. Mimo krytycznych wówczas głosów, z perspektywy czasu należy uznać ten krok za słuszny. Jak pokazały kolejne lata klubu nie było jeszcze stać na wystawienie solidnej drużyny, która z powodzeniem byłaby w stanie rywalizować na tym szczeblu rozgrywkowym. Tym samym młodzi „Piwosze” nadal musieli udowadniać swoją wartość na boiskach klasy okręgowej. Nastolatkowie wsparci bardziej doświadczonymi kolegami takimi jak Tomasz Grzyb, Jarosław Święch i przede wszystkim trener Marcin Manelski nie byli jednak w stanie przeciwstawić się ekipie Polanu Żabno tracąc do niej na finiszu rozgrywek aż 18 punktów. Po drodze brzeszczan wyprzedziła druga w tabeli Rylovia Rylowa i marzenia o awansie do IV ligi trzeba było odłożyć przynajmniej do przyszłego roku.
Powrót wychowanków, awans do IV ligi
Duże nadzieje pokładano w powrocie do Okocimskiego jego ikony – Rafała Polichta. Tym razem w roli pierwszego szkoleniowca. Legendarny napastnik „Piwoszy” namówił do gry w byłym klubie innych wychowanków: Mateusza Wawrykę i Sergiusza Kosteckiego, którzy dyrygowali na boisku młodszymi kolegami. Dominacja brzeszczan na boiskach „okręgówki” nie podlegała żadnej dyskusji. Pierwsze miejsce w tabeli, 76 punktów (19 „oczek” przewagi nad drugą w tabeli Rylovią), 25 zwycięstw i tylko 1 remis świadczą, że awans do IV ligi był dla podopiecznych Rafała Polichta w pełni zasłużony.
Przed sezonem 2018/19 beniaminek z Brzeska wzmocnił się jeszcze jednym rutyniarzem. Do klubu po 7 latach wrócił Daniel Policht. Na papierze jedenastka Okocimskiego prezentowała się obiecująco. Mieszanka rutyny z młodością musiała jednak zderzyć się z brutalną rzeczywistością. Podopieczni Rafała Polichta płacili w pierwszych meczach frycowe, aby na przełomie sierpnia i września opuścić strefę spadkową i zająć miejsce w środkowej strefie tabeli. Mimo, że nikt nie oczekiwał walki o czołowe lokaty, to ósme miejsce na półmetku rozgrywek przyjmowano z pewnym niedosytem. Wiosna wyglądała podobnie. Nie pomógł również chuligański incydent z meczu z Tarnovią Tarnów, kiedy to po awanturach przerwano mecz w trakcie pierwszej połowy orzekając później walkower 0:3. Konsekwentna gra z drużynami z dolnej części tabeli i regularne punktowanie sprawiło, że Okocimski na koniec sezonu nie pogorszył swojej pozycji ostatecznie finiszując na 7 miejscu. Tym razem Unia Tarnów oraz pozostałe ekipy z regionu sądeckiego (Limanovia, Poprad Muszyna i Watra) znajdowały się poza zasięgiem „Piwoszy”.

Po debiutanckim sezonie w rozgrywkach IV ligi oczekiwano, że „Piwosze” na dobre zadomowią się na tym szczeblu. Nikt nie przypuszczał, że kolejny sezon będzie znacznie bardziej trudniejszy. W przerwie letniej podziękowano za współpracę trenerowi Rafałowi Polichtowi. Funkcję pierwszego szkoleniowca powierzono dotychczasowemu trenerowi juniorów starszych Tomaszowi Rogóżowi. Wyjazdowy mecz z Bocheńskim KS na koniec poprzedniego sezonu był także ostatnim w karierze dla doświadczonych Daniela Polichta i Mateusza Wawryki. Jak się później okazało, dla tego drugiego nie był to ostateczny rozbrat z futbolem. Z Okocimskim pożegnał się także Tomasz Grzyb, który powrócił po latach do LKS-u Poręba Spytkowska. Odmłodzeni brzeszczanie mimo porażki na inaugurację sezonu w Białce Tatrzańskiej 0:2 w kolejnych dwóch spotkaniach zanotowali komplet zwycięstw i wszystko zaczynało wskazywać na to, że OKS na dobre zadomowi się w środkowych rejonach tabeli. Nawet bezbramkowy remis z Glinikiem Gorlice i nieznaczna porażka w derbowym pojedynku z Bocheńskim nie zamazała tego obrazu. W 6. kolejce „Piwoszom” przyszło zmierzyć się na wyjeździe z rezerwami Sandecji Nowy Sącz. Nikt nie przypuszczał, że spotka ich tam sroga lekcja futbolu, a sądeczanie rozgromią ich aż 8:0. W połowie września Okocimski doznał jeszcze jednego upokorzenia odpadając w rozgrywkach okręgowego Pucharu Polski z A-klasowym LKS-em Poręba Spytkowska. Drużyna grała bardzo chimerycznie. Potrafiła wydrzeć punkty teoretycznie mocniejszym rywalom jak Limanovia czy Wierchy Rabka, ale ulegała w starciu z bezpośrednimi rywalami o miejsce dające bezpieczną lokatę w tabeli. Zespołowi wyraźnie brakowało bramkostrzelnego napastnika, co od lat było zmorą brzeskiego klubu. Również pozbawiona doświadczonych zawodników dziurawa defensywa pozostawiała wiele do życzenia. Na półmetku zespół Okocimskiego zajmował dopiero 14. lokatę (na 17 drużyn) odnosząc w całej rundzie ledwie 4 zwycięstwa, 2 remisy i przegrywając 10 spotkań. W przerwie między rundami na dobre rozszalała się pandemia koronawirusa, która storpedowała rozgrywki piłkarskie w całym kraju.
